Lanzhou warte jest jednak krótkich odwiedzin przede wszystkim ze względu na tutejszą mieszankę kulturowa ( przedstawiciele muzulmanskiego ludu Hui), oraz wielka Huang He - Żółtą Rzekę, ktorej brzegi sa kolebką chińskiej cywilizacji, a która jest jedną z wazniejszych i jedną z najwiekszych rzek w Azji. Splywa ona z Wyżyny Tybetańskiej, przez Lanzhou i płynie ku morzu Chińskiemu na wschodzie przez caaaale Chiny.
Mimo tych zalet Stolica Gansu jest hałaśliwym i bardzo zanieczyszczonym miastem – trudno tam oddychać. Znajdujemy tani (30 zł) hotel blisko dworca autobusowego, który jest bardzo elegancki, ale szybko odkrywamy, że….w ładnej, nowej łazience nie ma wody. Przez dłuższą chwilę próbujemy dowiedzieć się w recepcji, dlaczego. Pani, widząc, że nie rozumiemy co mówi, postanawia…napisać nam to samo po chińsku. Nie ostatni raz spotykamy się z założeniem, że jeśli ktoś nie rozumie mowy chińskiej, na pewno zrozumie pismo. Prawdopodobnie wynika to z olbrzymiej różnorodności dialektów, zwłaszcza w mieście położonym na styku tak wielu kultur (Gansu sąsiaduje z Tybetem i, jak już wspomniałam, byłym Turkiestanem Wschodnim). Po wodę trzeba było iść na ulicę.
















